11 czerwca 2009

Biegiem przez Stare Miasto

11 czerwca 2009
Przez przypadek zabrałam do torebki aparat i w ferworze letnich zakupów prawie o nim zapomniałam. Zakupy nie tylko były gabarytowo duże, ale zaczęły nieludzko ciążyć. I przepakowując się, wygrzebałam spod spodu aparat. Pogoda przepiękna (może ciut za gorąco), żadnej chmurki na niebie i tłum ludzi. Dokąd idą? Niektórzy szybko, inni spacerkiem; studenci, matki z dziećmi, starsi w sile wieku, przemierzali Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto. Turyści, artyści, zakupoholicze (jak ja)? Zawsze zastawiam się, bo gdziekolwiek bym nie była – Warszawa, Lublin, Dublin, Belfast (tylko w centrum, nieco poza nim, z braku bezpieczeństwa, jest bezludnie) … - pomimo pracy większości społeczeństwa, te miejsca są przeludnione. Na jedną kratkę chodnika, bruku przypada więcej ludzi niż w dwunastopiętrowym wieżowcu. Fala, w południowym słońcu, korzystała z możliwości bycia razem. Tak, człowiek nie umie żyć bez drugiego człowieka. Chce się pokazywać, ubierać, grymasić, obserwować i wygłaszać opinie.

Te stare mury są okropne – zatęchle i nieodnowione, niektóre, owszem, odrestaurowane na XIX wieczną modłę, a inne straszą przy Ratuszu ślepotą okien. Albo porozbijane latarnie i kute pomalowane sprayem drzwi? Odstraszając turystów z innych krajów. My, Polacy, jesteśmy przyzwyczajeni do skrajnych różnic w zaniedbaniu, lecz obcy? Jest jednak klimat naszej historii, o której cudzoziemcom niewiele wiadomo, a nawet by jej nie zrozumieli. Mury przechowują wspomniane i marzenia, wspólne korzenie, które zespala wielu razem i nie pozwala poczuć się wyizolowanym ze społeczeństwa. Lubimy być razem, na zakupach, oglądając spektakl w teatrze, przemierzając wąskie uliczki i nawet w domu, czuć, ze za ścianą śpi sąsiad.

 

 

  

Okna 

 Latarnie

 I ludzie 

 

 

Nieśpieszne przesuwając wzrok po starych murach, nie sposób pozbyć się refleksji, która mnie dość szybko opuściła. Zakupy spowodowały drżenie rąk, co dla zdjęć okazało się opłakane w skutkach. I przez przypadek skończyły się baterie...

12 :) od słowa do słowa:

słodko-winna pisze...

Nabardziej podoba mi się siódma fotografia od dołu:)

Temi pisze...

Słodka, chyba je ponumeruję ;), za dużo tego się uzbierało.

caminho pisze...

piękne zdjęcia...
szelestem rzęs pozdrawiam

Holden Caulfield pisze...

siódma najlepsza, tak
a ja wybrałem dzisiaj las, drogi bez murów

Kopacz pisze...

Tak, to jest to jak pisał jeden z lubelskich sentymentalistów " Moje Miasto złoty sen..." Oglądam i od razu czuję smak taniego wina spożywanego w filozoficznym żargonie na tych starych fragmentach fundamentów. I ta noc świętojańska, i "jedzenie zamiast bomb" w bramie krakowskiej co sobota i te stragany taniej książki wokół placu zamkowego (tam nabyłem "Szklany klosz" Sylwii Plath za całe 3 złote) i piwa spożywane U Szewca, i brama grodzka z teatrem NN, gdzie Pamięć - Miejsce - Obecność jest stale odczuwalna. Zwłaszcza, gdy kierujesz wzrok w stronę nieistniejącej już dzielnicy żydowskiej. I wiele, wiele innych wspomnień. A pan grający na trąbce jest chyba niezmienny. Fajne foty. Dzięki. Właśnie pogłębiłaś moją nostalgiczną frustrację :)

Temi pisze...

Caminho, dzięki (zaniechałam ustawić mniejsze ISO).
Pozdrawiam :)

Temi pisze...

Holden, zapewne nawdychałeś się świeżego powietrza. Mnie przykuło do łóżka...

Temi pisze...

Kopacz
Czuję się winna :(. A miało być tak niewinnie – wspomnienia starych murów. Historia z tanim winem czy książką może się już nie powtórzyć. Wszytko co dotyczy przeszłości ginie, pozostają jedynie wspomnienia i doświadczenia. Zawsze jest wybór, wrócić do nieprawnej przeszłości, zacząć budować od początku albo piąć się ku górze z dala od wspomnień. Jak to powiedział Heraklit – wszystko jest w ruchu, nic nie trawa wiecznie. Nie da rady „dwa razy wejść do tej samej rzeki”, bo my już inni i rzeka zmieniła swoje wody.

P.S.
Szukałam w starych cegłach wydrapanych inicjałów kochanków, jeszcze sprzed wojny.

Kopacz pisze...

Zgadza się, ale warto pielęgnować te wspomnienia. Są one bowiem doskonałym materiałem inspirującym, którego nikt nie może ci odebrać. Jeszcze raz dziękuję za zdjęcia. W ogóle to Twój blog, choć młody to zapowiada się interesująco. Będę więc częstym wglądającym :) Pozdrawiam.

Temi pisze...

Tak, warto, by nie popełnić podobnych błędów, a na starość mieć czym się jeszcze żywić ;).
Mój blog to taka odskocznia od wcześniejszych stereotypów. Misz - masz mojej głowy ;)
Pozdrawiam!

Anja. pisze...

Lublin, faktycznie dobrze pamieta historie.. duzo mu sie przydarzyło! ale to dobrze, ma on swoj urok, dzieki temu, tak bardzo lubie to miasto.. :)

Temi pisze...

Anju, gdybyśmy nie byli w centrum walk pewnie milbyśmy wiecej do pamietania. Chociaż poprzez mury...

Prześlij komentarz